Rozdział I
Melissa rozejrzała się po pokoju i z przykrością
stwierdziła, że oprócz niej i paru ubrań rozrzuconych w nieładzie, w pokoju
nikogo już nie było. Położyła się z
powrotem na łóżko i leżała tak długo, aż ciszy nie zmąciła dzwoniąca
najgłośniej jak się da komórka leżąca na parapecie. To była komórka Łucji, na
wielkim wyświetlaczu nowego Iphone’a widniał wielki migający napis „Brian”
Melissa chwilę pomyślała. Aż korciło ją żeby odebrać słuchawkę i usłyszeć głos
Briana – brata Łucji, w którym od podstawówki nieprzerwanie się kochała; ale potem przypomniała sobie, że tak naprawdę
nie ma pojęcia gdzie jest teraz przyjaciółka. Mimo to odebrała telefon i
zmuszając się do neutralnego tonu powiedziała
- Cześć Brian, tu Melissa
- Mela! Cześć, nie wiesz może co się dzieję z Łucją… I czemu
nie ma ze sobą swojego telefonu?
- Brian… Słuchaj, zobaczę co jest i powiadomię Cię od razu,
okej?
- Jasne, czekam.
Mela zeszła na dół po schodach i po chwili otoczył już ją
niebieskawy półmrok panujący w salonie przez zaciągnięte ciemnobłękitne rolety.
Na środku salonu na materacu spoczywał Mathy – jej młodszy o 6 lata brat, a obok niego na dużo mniejszym
materacu, oraz na rozłożonej kanapie leżeli jego kumple – Phil i Paul –
bliźniacy. Wokół nich porozrzucane były paczki po chipsach, puszki po
gazowanych napojach, pudełka od gier i dwa kontrolery od ich nowego xbox’a.
„Chata bez rodziców” pomyślała z kpiną Melissa i wróciła na górę. W pokoju obok
niej tak zwanym „gościnnym” zawsze sypiali najlepsi kumple domowników. Tam też
Mela, tak jak się spodziewała znalazła Łucje. Leżała na ogromnym drewnianym
łóżku przykryta cienkim śpiworem. Mela obeszła pokój dookoła żeby zobaczyć, czy
nie ma tu nic podejrzanego i gdy już wiedziała, że wszystko jest w jak
najlepszym porządku zadzwoniła do Briana.
- Cześć, z Łucją wszystko okej, śpi. – powiedziała
spokojnie.
- Hm.. okej. – odparł niepewnie Brian. – Słuchaj jak się
obudzi powiedz, żeby do mnie zadzwoniła, dobra?
- Okej nie ma sprawy, cześć. – rzekła Mela i rozłączyła się
wpatrując się później długo w ekran swojego dość zdezelowanego Samsunga galaxy.
Przez chwilę zastanawiała się co tak ważnego do przekazanie
siostrze ma Brian, ale później zapominając o tym skierowała się do niewielkiej
jasnej kuchni. Na drewnianym stole – który
zwykle zastępował stół, który wręcz nie używany stoi w jadalni leżała
tylko plastikowa butelka po wypitym wczoraj soku pomarańczowym. Gdy Mela
otworzyła lodówkę zorientowała się, że trudno będzie skombinować śniadanie dla
5 osób z 5 jajek, 2 litrowego kartonu mleka i wody mineralnej. Spojrzała do
szafki i ku jej radości znalazła tam paczkę nieotwartych jeszcze płatków
kukurydzianych. Włączyła kuchenkę postawiła na niej duży garnek i wlała do
niego zawartość kartonu. W tym momencie do pokoju weszła Łucja, Mela spojrzała
na nią, wysoka zgrabna blondynka, niebieskie oczy, wygląda na o wiele więcej niż
te nasze 16 lat, dziwne, że nadal nikogo nie ma.
- Co robisz? – spytała ziewając.
- Śniadanie. Pofatyguj się trochę i przygotuj jajecznice. –
odrzekła wsypując płatki do pięciu, identycznych białych misek.
- Ej, słuchaj pamiętasz jak ostatnio opowiadałam Ci o mojej
ciotce, która mieszka nad morzem? – zaczęła Łucja powoli, tłukąc jajka nad patelnią.
– Mówiła, że pojutrze możemy przyjechać na tydzień… Z Brianem.
- Hmm.. – wzięła głęboki oddech. – Musiałabym wziąć
Mathiego ze mną, inaczej rodzice mnie nie puszczą.
- Nie ma problemu. Ciocia ma 11 letniego syna, więc na pewno
się dogadają, a my będziemy miały spokój. – odpowiedziała radośnie.
- Okej, jasne, chętnie. – odrzekła choć nie byłam pewna co
do tego wyjazdu. Wytrzymać tydzień z Brianem, nie robić maślanych oczu? Nie wie czy dała by radę, ale w końcu, to wreszcie były by wakacje. Weszła do salonu i
obudziła brata, w czasie gdy Łucja nakrywała do stołu.
- Młody, kumpli budź, na stole śniadanie. – powiedziała. – Pojutrze
jedziemy nad morze!
- Super. – popatrzył na mnie zaspany.
Wakacje jak na razie zapowiadały się dość niepewnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz